Polska szkoła na rozdrożu - Drawsko Pomorskie MAGAZYN DRAWSKI niezależny portal informacji lokalnych
 
 

Zaloguj się przez Drawsko Pomorskie MAGAZYN DRAWSKI niezależny portal informacji lokalnych

zapomniałem hasło
 

Dziś jest 16 August 2018r. jest to 228 dzień roku. Do końca roku pozostało 138 dni. Imieniny: Joachima, Nory, Stefana ... wszystkim solenizantom składamy najserdeczniejsze życzenia







 

Polska szkoła na rozdrożu

2018-06-06 23:47:49 (komentarzy: 0, wyświetleń: 1372)

Poleć na:          

Mija kolejny rok szkolny i chociaż ogłoszono śmierć szkoły, nie sądzę, aby miał to być jej rok ostatni. Prof. Jan Hartman orzekł kategorycznie: „Tego się nie da zreformować. To trzeba po prostu zamknąć. (…) Bo szkoła jest - i zawsze była, i zawsze będzie – bastionem drobnomieszczaństwa i filisterstwa, wszelkiej dulszczyzny i oportunizmu.” Jest to teza tyleż śmiała, co absurdalna.

Ogłaszając śmierć szkoły, nie dał profesor w zamian żadnej wizji świata z epoki postszkolnej, bo byłaby to zapewne wizja ponura, przypominająca mroki średniowiecza.
Owe informacje o śmierci szkoły są przedwczesne i grubo przesadzone. Można i trzeba ją zreformować, należy tylko przywołać, zarówno w sądach o niej, jak również w działaniach reformatorskich, cnotę umiaru i zdrowego rozsądku (a tego brakuje najbardziej). Spójrzmy więc na problem z takiej właśnie perspektywy.
To, że zwroty - „człowiek wykształcony”, „wykształcenie ogólne”, „kod kulturowy” – nic już nie znaczą, jest właśnie rezultatem pseudoreformatorskich zabiegów i poczynań w polskiej oświacie na przestrzeni co najmniej ćwierćwiecza. W ślepym pędzie ku tzw. „nowoczesności” zatraciliśmy zdolność rozróżniania takich pojęć, jak nowatorstwo i nowinkarstwo, prostota i prostactwo. Zalewa nas zewsząd tandeta, szarlataneria, świat pozorów i pospolitego prostactwa.

Do reformowania oświaty zabierają się politycy, urzędnicy lub po prostu dyletanci. Wystarczy tu przypomnieć teorie, jakie próbowali realizować ministrowie rekrutujący się z Ligi Polskich Rodzin. Pożałowania godne były ich próby manipulowania kanonem lektur, tak, aby dać priorytet ideologii bogoojczyźnianej, pseudokatolickiej i nacjonalistyczno – ksenofobicznej. Odpowiedzieli na to „nowatorzy” dla odmiany proponujący, by z kanonu lektur usunąć całą „poczciwą” literaturę staropolską i dziewiętnastowieczną, bo to niezrozumiała i nudna starzyzna. Natomiast jej miejsce winni zająć twórcy XX w. - Gombrowicz, Schulz, Kafka, Witkacy, Mrożek – bo to są prawdziwi znawcy współczesnego człowieka i świata. Tak oto jedni i drudzy toczą pseudointelektualne dyskusje, nie zdając sobie sprawy z tego, czemu służy czytanie literatury i nauka o niej. Z pewnością nie służą one lansowaniu mód ani uprawianiu polityki. Natomiast tego rodzaju „reformatorskie” pomysły służą tylko temu, by ich autorzy mogli zaistnieć choćby na chwilę.

Nauczyciel z koszem na śmieci nałożonym na głowę lub w innej szkole bezsilni i zdesperowani nauczyciele składający pozew sądowy przeciwko aroganckim uczniom to z kolei rezultat mody na źle pojęte wychowanie bezstresowe, partnerstwo, empatię i asertywność. Dzień 4 czerwca 1989 r. otworzył nam drzwi na świat i zaczęliśmy czerpać stamtąd to, czego brakowało w ciasnej i ubogiej rzeczywistości PRL- u. To jest zrozumiałe i naturalne. Problem jednak w tym, że u nas to wszystko przybrało kształty karykaturalne. Dzisiaj już niemal bez wyjątku prawa należą do ucznia, do nauczyciela – obowiązki. Wielu „awangardowych” pedagogów sprowadza wychowanie bezstresowe do znanego zawołania Jurka Owsiaka: „Róbta, co chceta!” Permisywizm…permisywizm…

W miejsce zmian jakościowych weszły zmiany ilościowe. Mamy więc 470 wyższych uczelni. Wśród 500 najlepszych uniwersytetów świata są jednak tylko dwa polskie – Uniwersytet Jagielloński i Uniwersytet Warszawski. Plasują się one w czwartej setce światowych uczelni. Pierwsze i drugie miejsce zajęte przez studentów politechniki białostockiej i wrocławskiej w międzynarodowych zawodach konstruktorów robotów to tylko wyjątek potwierdzający regułę. Jakość powszechnego kształcenia i wychowywania na poziomie gimnazjalnym, które miało być milowym krokiem w rozwoju naszej oświaty, okazała się kompromitującym błędem i pomyłką, ponieważ tam właśnie najwięcej jest problemów z uzależnieniami i nieprzystosowaniami.

Osiągnęliśmy już standardy amerykańskie w złym znaczeniu tego pojęcia, tzn. w kształceniu przeciętnych zjadaczy chleba, którym do szczęścia ma wystarczyć sprawne funkcjonowanie w świecie masowej produkcji i konsumpcji. Kreatywność, twórczy intelekt, aktywne uczestnictwo w świecie kultury, dylematy moralne i pytania egzystencjalne, jakie niesie taka postawa, to zbędny balast. Pozostaje nam cieszyć się jednym z najwyższych wskaźników skolaryzacji. To tyle i tylko tyle. A był przecież czas, kiedy polscy uczniowie, znalazłszy się z różnych powodów w szkołach amerykańskich czy zachodnioeuropejskich, przewyższali swoich nowych kolegów wiedzą i umiejętnościami. Ubożsi byli tylko w sensie materialnym.
Dzisiaj jest inaczej. Moja wnuczka uczęszcza do szkoły średniej w Berlinie (równolegle cztery lata uczęszczała tam także do szkoły polskiej). Osiąga bardzo dobre wyniki w nauce, gra w piłkę ręczną, z czym wiążą się cotygodniowe mecze i regularne treningi, uczestniczy w redagowaniu szkolnej gazetki, posługując się sprawnie takimi formami, jak np. wywiad czy sprawozdanie, ma za sobą pierwsze próby poetyckie, występuje także w szkolnych musicalach. Jej berlińska szkoła nie należy do łatwych. Nie ma tam tygodnia bez ćwiczeń sprawdzających. I nie są to tylko ogłupiające testy, które tak zawładnęły polską szkołą. Przygotowuje się uczniów do pracy zespołowej, gromadzą więc materiały w bibliotekach, muzeach oraz placówkach kulturalnych i redagują referaty w poszczególnych grupach tematycznych. Można sobie wyobrazić, ile pracy, czasu i wysiłku to wszystko pochłania, a jednak ona wychodzi do szkoły radosna i szczęśliwa, bo nie ma tam miejsca na nudę czy strach. To jest efekt pracy jej niemieckich nauczycieli oraz mądrej troski i zaangażowania jej polskich rodziców. Jako nauczyciel chylę czoła przed profesjonalizmem moich niemieckich kolegów. Tamta szkoła troszczy się o wszechstronny rozwój ucznia.
O polskiej szkole nie można tego powiedzieć, bo u nas pokutuje infantylne przekonanie, że winna być łatwa, lekka i przyjemna. Kolejne reformy sprawiły, że nauczyciel staje się urzędnikiem, dla którego dokumentacja jest ważniejsza niż intelektualne i emocjonalne relacje z uczniami. Tak szerzy się martwa rutyna, a uczniów ogarnia nuda, niechęć i wreszcie strach przed tym obcym dla nich światem, gdzie wiele spraw dzieje się „na niby”, gdzie rządzi asekurancka zasada minimalizmu. Wyrazem tego minimalizmu było wprowadzenie oceny „miernej”, którą zastąpiono „dopuszczającą”, bo tamta kojarzyła się - słusznie zresztą - z „miernotą”. Taka ocena doskonale służy podnoszeniu wskaźnika skolaryzacji, bo drastycznie obniża próg wymagań. Statystyka zatryumfowała więc nad zdrowym rozsądkiem. Jeśli nie przerwiemy tego zjazdu po równi pochyłej i równania w dół, mogą się ziścić najczarniejsze scenariusze…

Likwidowanie wielu szkół tłumaczy się niżem demograficznym, tymczasem prawda jest taka: był czas, kiedy o wszystkim przesądzała ideologia, a dzisiaj wahadło historii wychyliło się w drugą stronę – o wszystkim decyduje ekonomia.
Jakże obco i nieprawdziwie pobrzmiewają we współczesnej polskiej szkole Mickiewiczowskie apostrofy: „Młodości! ty nad poziomy wylatuj” (…) „Młodości! orla twych lotów potęga…” Ale sprawili to nie młodzi, lecz ci „eksperymentatorzy”, którym marzy się szkoła niehierarchiczna: bez programu nauczania, bez podziału na klasy, bez ocen i egzaminów, bez drugoroczności (bo tak jest taniej), bez pokoju nauczycielskiego, bez osobnych toalet dla nauczycieli i uczniów – taka, w której uczeń nie jest już uczniem, a nauczyciel - nauczycielem i wychowawcą. W takim myśleniu o szkole nie przejawia się troska o efektywność jej działania, lecz tanie efekciarstwo, a skutkiem jest jej dezorganizacja.

Tak oto szkoła z wolna przeistacza się w twór nieokreślony – teatrzyk?, kabaret?, pensjonat?
Popadamy w skrajności: do niedawna hołdowaliśmy zasadzie – „nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie inżyniera” - dzisiaj słyszymy wołanie o ograniczenie „produkcji” inżynierów i magistrów, a postawienie na rozwój szkolnictwa zawodowego. Trwa obłędny taniec – „od tej ściany, do tej ściany” – jak mówił niegdyś K. I. Gałczyński. Balansujemy na krawędzi nonsensu i groteski…

Specjalnie dla MAGAZYNU DRAWSKIEGO - Eugeniusz Suchorypa Zdjęcia: Tomasz Jasyk [MAGAZYN DRAWSKI]

Wróć do listy »

Liczba komentarzy: 0

Aby dodać komentarz zaloguj się na swoje konto










Polecane foto-galerie:

Projekt MODELARSKI w Jankowie
Zumba dla Jasia - Złocieniec 24.06.2018r
Boże Ciało 2018r
Dzień Strażaka Drawsko Pomorskie 2018r
FESTYN na ORLIKU
Majówka 2018r
MEDYK 2018
Kiermasz Wielkanocny 2018r
Dzieci Witają Wiosnę 2018r

Nasi partnerzy:


Ostatnio dodane firmyOstatnio dodane firmy:

BITWY ŁUCZNIKÓW (Archery Tag)
STEAK HOUSE & GRILL

Nazwa firmy:

STEAK HOUSE & GRILL

Lokalizacja, branża:

zachodniopomorskie | Restauracje

PREWEN-POŻ Zakład Pożarniczy

 
WYSZUKAJ FIRMĘ